Daj przykład otoczeniu

My, czytający, jesteśmy z siebie dumni, że podnosimy statystykę, należymy do mniejszości czyli elity czytającej, wymieniamy się opiniami po przeczytaniu, przerzucamy się tytułami czytanych i jesteśmy szczęśliwi, że czytanie sprawia nam przyjemność. Instytucje odpowiedzialne załamują ręce, biją na alarm, proponują programy naprawcze czytelnictwa i organizują imprezy, na których i tak pojawiają się tylko ci czytający. Błędne koło!  Żeby czytać, trzeba chcieć. Dzieci jednym tchem umieją wyrecytować odpowiedź na pytanie: „Dlaczego warto czytać?” I nie czytają! Zastanówmy się. Mam koleżankę, której mama była bibliotekarką, a ona wychodziła                    z założenia, że szkoda czasu na czytanie, bo jak robi na drutach, to przynajmniej jest jakiś widoczny efekt. Po latach jej córka została bibliotekarką i mam nadzieję, że taką, która czyta. Niektórzy dorośli sami nie czytają, ale mówią dzieciom, żeby siadały i czytały przez pół godziny. Najlepsza droga do tego, żeby dziecko znienawidziło książki! Daj przykład i usiądź również do czytania, albo czytaj na zmianę z dzieckiem. Zamiast odsyłać do internetu po odpowiedź, poświęć trochę czasu i znajdźcie odpowiedź w odpowiedniej książce. Ważne jest, żeby książka kojarzyła się dziecku z poświęconym mu czasem, a czas ten jest bezcenny i kiedyś zaprocentuje. Dziecko musi trafić na książkę, która je urzeknie i wtedy „złapie bakcyla”. Dobry przykład, ale też ten zły,  jest zaraźliwy. Zarażajmy więc kontaktem z książką.  To jest chyba jedyna epidemia, na którą czekam z niecierpliwością.