Kryminały czytam czasami. Nie dlatego, że nie lubię, ale głośniej wołają mnie książki, które oprócz wartkiej akcji, próbują mnie czegoś nauczyć. Jednak na swojej czytelniczej drodze spotkałam księdza Marka i zaczęliśmy rozmawiać o książkach. Rzadko mam okazję normalnie porozmawiać z osobą duchowną. I tak od słowa do słowa:
– A co ksiądz czyta?
– Ostatnio Marka Krajewskiego, ale to kryminały, pani pewnie takich książek nie czyta.
– To proszę mi jakąś przynieść, przeczytam z ciekawości.
Teraz patrzy na mnie z okładki elegancki pan. Czytam jego biogram: „Marek Krajewski (ur. 4.09.1966r.)- pisarz, filolog klasyczny. Przez wiele lat prowadził na Uniwersytecie Wrocławskim zajęcia, z których zrezygnował, aby poświęcić się wyłącznie pisaniu książek”. Już samo to jest ciekawe. A książka?
„Głowa Minotaura”. Wiem, że jest to kryminał, ale jaki? Zaczęłam czytać i nie mogłam się oderwać. W tej książce spotkali się Edward Popielski- komisarz we Lwowie i Edward Mock- dyrektor kryminalny w Breslau. Razem rozwiązują sprawę kryminalną, a ja przy okazji zatapiam się w życie starego Wrocławia (Breslau) i Lwowa. Jestem ciekawa zakończenia śledztwa, a jednocześnie czuję jakby było ono na drugim planie. Na plan pierwszy wysuwa się życie Lwowa, jego klimat: „Za brudnymi fasadami rozpościerał się niebezpieczny świat baciarów. Wielu z nich stało w bramach niewysokich domostw przy placu Bilczewskiego, a spod daszków kaszkietów unosiły się smugi papierosowego dymu. Ponure spojrzenia osiadały na lśniącej karoserii auta.Poza miejscem narodzin w tej dzielnicy nie mieli oni wiele wspólnego z wesołym Szczepciem, który ku uciesze całej Polski przekomarzał się ze swoim kompanem Tońciem w audycji „Na wesołej lwowskiej fali”. Na ich twarzach było tyle wesołości, ile trucizny w zapałce”. Czytając nie raz byłam zaskoczona zachowaniem głównych bohaterów łamiących prawo, a jednocześnie tak bardzo odpowiedzialnych za dane słowo. Ach te słowa! Na końcu książki- niespodzianka: słowniczek dialektu lwowskiego, a w nim np. pyszczydło- twarz, albo drypcia- starsza kobieta. Uśmiech pojawił mi się na twarzy!
I czytałam…I przeczytałam…I poprosiłam o kolejne.
Mam wrażenie, że zaczęłam czytać od najlepszej, nie mniej jednak: „Koniec świata w Breslau”, „Erynie”, „Władca liczb”, „W otchłani mroku”, „Śmierć w Breslau”, „Liczby Charona”, „Rzeki Hadesu”, „Arena szczurów” i „Festung Breslau” przeczytałam jednym tchem i sprawiły, że czekam na kolejną. Mam jednak problemy z dostawą. Księdza Marka już nie widuję. Pozdrawiam!